Prev Next

T. Wróblewski: „Podważono moją wiarygodność”

Tomasz Wróblewski z czasów „Dziennika Gazety Prawnej”

Były już naczelny „Rz” ujawnia kulisy przygotowań do publikacji tekstu „Trotyl na wraku tupolewa”. – Żyjemy w czasach, w których nieprecyzyjne sformułowanie, może być odczytane jako zamach. Wiadomo na kogo i na co – mówi w specjalnym komentarzu wideo Tomasz Wróblewski.

Wróblewski obiecał, że do końca tygodnia wyda oświadczenie w sprawie tekstu „Trotyl na wraku tupolewa”, który wstrząsną środowiskiem dziennikarskim i politycznym, a najbardziej samą „Rzeczpospolitą”, która go opublikowała.

W miniony poniedziałek, na skutek tej publikacji, pracę stracili: autor tekstu Cezary Gmyz, kierownik działu krajowego, zastępca redaktora naczelnego i sam redaktor naczelny.

Dziś, w piątek, Tomasz Wróblewski, wywiązał się ze złożonej obietnicy. Na swoim kanale na YouTube opublikował komentarz, odsłaniający kulisy powstawania tego feralnego tekstu.

Dokładnie, niemal minuta po minucie opowiada jak wyglądała jego praca, w dniu, kiedy materiał był przygotowywany do druku. Mówi co powiedział Andrzej Seremet. Twierdzi, że to właśnie prokurator generalny potwierdził mu, nie tylko informacje o wykryciu cząstek wysokoenergetycznych na wraku prezydenckiego samolotu, ale również to, że o sprawie wie premier i że źródłem przecieku tej informacji do mediów są sami prokuratorzy, którzy mają dostęp do dokumentów.

Ta ostatnia informacja, przekonała Wróblewskiego, że nie tylko jest temat, ale również, że źródła Czarka Gmyza są wiarygodne.

ZOBACZ ZDJĘCIA I WIDEO Z PIKIETY POD SIEDZIBĄ „RZECZPOSPOLITEJ” W OBRONIE ZWOLNIONEGO DZIENNIKARZA>>>

Jak twierdzi Wróblewski, o przygotowywanym tekście wiedział cały zarząd Presspubliki z Grzegorzem Hajdarowiczem włącznie. I to właśnie właściciel wydawnictwa, dał zielone światło do publikacji materiału.

Dlaczego zatem sprawa skończyła się tak, a nie inaczej?

Dlaczego właściciel wydawnictwa, który kilka dni wcześniej wydal zgodę na publikację tekstu, stwierdził, że został oszukany i nie jest wstanie dłużej współpracować z Wróblewskim?

Kto nie mówi teraz całej prawdy, a kto i komu całej prawdy nie powiedział wtedy, w dniu przygotowywania tekstu?

Mam duże wątpliwości, czy kiedykolwiek poznamy odpowiedzi na te pytania.

Znając już fakt, o którym w swoim komentarzu nie wspomina Wróblewskim, zapewne dlatego, że nie nagrywał go dziś, tylko wcześniej, a mówię oczywiście o nocnym spotkaniu Hajdarowicza z Pawłem Grasiem, można odnieść wrażenie, że to obecny rząd wymusił na wydawcy przykładne ukaranie dziennikarzy. Tak przykładne, aby dziennikarze i redaktorzy (w tym naczelni) nie tylko „Rzeczpospolitej”, ale i innych mediów, nie próbowali w przyszłości podejmować podobnych tematów.

Zastanawiam się jednak, zresztą w duchu tego o czym mówi sam Wróblewski, czy ten sposób myślenia nie jest zbyt prosty? Czy ta układanka nie jest zbyt oczywista?

Tomasz Wróblewski, który zaraz po publikacji stwierdził „pomyliliśmy się”, a późnij się z tego wycofał, dziś nie mówi o pomyłce. On i chyba większość dziennikarzy, przyznaje, że tekst był po prostu niedoredagowany. Był zbyt ostry. Wystarczyło, tak jak twierdzi w wypowiedzi wideo dla „Press” Jerzy Jachowicz, postawić kilka znaków zapytania. Wystarczyło pozostawić sobie furtkę.

Widocznie „Rz” nie chciała niczego domniemywać. Chciała podać konkret. I na tym konkrecie się „przewiozła”.

Mój komentarz do tej sprawy jest krótki, bo po obejrzeniu wideo wszystko będzie i tak dla was jasne i sami wyrobicie sobie zdanie.

1) Takie teksty nie mogą być niedoredagowane i dziwię się, że „Rzeczpospolita” taki tekst opublikowała, nie mając pewności, że pisząc trotyl jest na milion procent pewna, że chodzi o trotyl, a jak rozumiem takiej pewności co do nazwy tego materiału nie miała.

2) Hajdarowicz z jakiś powodów, tylko sobie znanych, decyzję o zwolnieniu czterech osób podjął. Mam wrażenie, że była ona zbyt impulsywna, może niepotrzebna i wyzwalająca w całym środowisku większą autocenzurę. Ale i tak cenię człowieka za stanowczość, zaczynam się tylko zastanawiać, czy powinienem go cenić również za konsekwencję (pozwala publikować tekst, a później zwalnia tych, którym pozwolił go opublikować)? Jeśli, mimo wszystko, zdecydował się na zwolnienia, dobrze się stało, że dotknęły one wszystkich z łańcucha redakcyjnego. Zwolnienie jedynie Gmyza byłoby niesprawiedliwe.

3) Wróblewski nagrał świetny materiał wideo. Jak rozumiem, vlogowanie będzie teraz jego zajęciem, póki nie znajdzie innej pracy. I ciekawość mnie zżera, gdzie nową pracę znajdzie. Coś wiecie?

Robert Stępowski

Poniżej komentarz Tomasza Wróblewskiego

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.