Prev Next

Protest pod „Rzeczpospolitą”, tylko „Rzepa” się nie kończy, a niezależne dziennikarstwo skończyło się dawno

Pikieta pod siedzibą „Rzeczpospolitej” 7.11.2012r.

Obrońców Cezarego Gmyza i niezależnego dziennikarstwa było niewielu. Dziennikarze „Rzeczpospolitej” bojąc się zwolnień – nie wyszli przed budynek. Z okien, sporadycznie, leciały ilustrowane samolociki.

Zebrani pod siedzibą „Rzeczpospolitej” protestujący skandowali, odśpiewali hymn na pożegnanie Gmyza, później do akcji wkroczyli dziennikarze mediów elektronicznych nagrywając sobie dźwięki i „setki”. I po demonstracji. Chyba zabrakło dziennikarzom „Rzeczpospolitej” koleżeńskiej solidarności i determinacji. Nawet ci, którzy wczoraj  list protestacyjny do właściciela napisali, dziś w ramach protestu miejsc pracy nie opuścili. Choć chyba w „Rz” listy pisze się dość często, ale to tylko na marginesie.

To, że dziennikarze „Rz” przed budynek nie wyszli, nie oznacza, że nie solidaryzują się z Gmyzem, o czym świadczą wyrzucane co jakiś czas z okien samolociki, rakietki – z poniższym rysunkiem.

Jednak wcale nie o pikiecie będzie dzisiejszy mój wpis.

Po sprawie trotylu, odnalezionego rzekomo na wraku prezydenckiego tupolewa i zwolnieniu kilku osób z „Rzeczpospolitej” (autora tekstu, szefa działu krajowego, zastępcy redaktor naczelnego i samego naczelnego), kamieniami rzucają w nią, wieszcząc jej upadek, zarówno jej dotychczasowi zwolennicy, jak i przeciwnicy.

Słowo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą? Czyli „Rz” musi upaść!

Rysunki w samolocikach, których kilka wyleciało z okien redakcji „Rz”

Odnoszę wrażenie, że wszyscy chcą upadku „Rzeczpospolitej”. Zupełnie nie wiem dlaczego. Tzw. „prawicowi” dziennikarze, którzy dziś pikietowali pod siedzibą „Rzeczpospolitej” uważają, że tytuł upadnie bez Cezarego Gmyza (piszę w lekkim uproszczeniu oczywiście). I że upadnie na pewno jeśli Grzegorz Hajdarowicz będzie zwalniał ludzi, z którymi nie chce pracować.

Dotychczasowi przeciwnicy „Rzeczpospolitej”, a więc ci „lewicowi” lub „proPeOwscy”, komentują cała sytuację w tonie „po takiej wpadce ta gazeta wreszcie musi upaść”.

W całe to wariactwo, dał się wmanewrować chyba także sam Hajdarowicz, który wczoraj w Jedynce Polskiego Radia powiedział, że tekst o trotylu był prowokacją naszego sąsiada. Nie pamiętam, czy powiedział, że myśli o Rosji, czy też nie, ale nikt nie miał wątpliwości, że o tego sąsiada właśnie mu chodzi.

To już chyba lekka przesada, choć rozumiem emocje. Jakkolwiek twardym „sk…” (chciałem użyć mocnego słowa, ale nie chcę się z niego tłumaczyć w sądzie), by Hajdarowicz nie był, to mimo wszystko jest człowiekiem, który czasami reaguje zapewne też emocjonalnie (nie wiem, rozmawiałem z nim tylko raz i nigdy nie współpracowałem).

Kiedy obserwuję to wszystko, słucham i czytam komentarze dotyczące „Rz”, mam wrażenie, na zasadzie samospełniającej się przepowiedni, że coś na rzeczy jest.

Atmosfera, faktycznie może zaszkodzić tytułowi. Z kilku powodów:

  • Atmosfera pracy w samej redakcji jest okropna. Nie wiadomo czy zwalniają, czy nie. Czy podpisać list i opowiedzieć się po stronie dziennikarzy (ustawiając się w kolejce do zwolnienia), czy go nie podpisywać i być uznanym za „człowieka wydawcy” – a przecież kredyt mieszkaniowy trzeba spłacać i rodzinę utrzymać.
  • Zniechęcają się reklamodawcy, którzy nie chcą być utożsamiani ze Smoleńskiem, aferą, polityką i negatywnymi emocjami, które mogą przenosić się na ich marki.
  • Zniechęcają się także sami czytelnicy, którzy chcieliby wiedzieć co tak naprawdę się dzieje, czy teksty które codziennie czytają są wiarygodne, czy ktoś za chwilę za nie przeprosi i powie „popełniliśmy” błąd. Ponadto cała atmosfera może ich zwyczajnie męczyć i zniechęcać do sięgania po gazetę.

Bez względu jednak na wszystko, ku zmartwieniu wszystkim źle „Rzeczpospolitej” życzących, ona nie upadnie. A przynajmniej jeszcze nie teraz.

Będzie tracić czytelników, tak jak traci „Gazeta Wyborcza” i inne tytuły prasowe. Ale nie upadnie.

Podtrzymuję jednak moją tezę z poniedziałkowego wpisu, że może zostać zlikwidowany, lub znacznie ograniczony dział krajowy, który moim zdaniem, niezbyt pasuje do koncepcji całego biznesu wydawniczego Hajdarowicza.

A co na to Grzegorz Hajdarowicz?

Protest pod „Rzeczpospolitą” 7.11.2012r

Warto przypomnieć, że Grzegorz Hajdarowicz jest nie tylko wynajętym prezesem, ale właścicielem Presspubliki (wydawcy „Rz”, „Parkietu”, „Uważam Rze”, „Przekroju” i „Sukcesu”). Jeśli więc będzie chciał stracić pieniądze (bagatela chyba coś koło 150 mln zł), może jutro poinformować, że zamyka biznes – bo tak – i nikt mu nic nie zrobi. Nie wnikam, czy to jego pieniądze, Czarneckiego, SB, innych służb lub sił nieczystych.

I choć zlikwidować może, tak samo jak może sprzedać, to tego nie zrobi. Też przynajmniej jeszcze nie teraz.

Być może wydaje się to dziwne, zaskakujące i o zgrozo ja, jako dziennikarz z 12-letnim stażem, (choć chyba od dziś bardziej wydawca) muszę to napisać, zwalniając dziennikarzy Hajdarowicz wzmacnia pozycję gazety i całej Presspubliki.

KOSZTY – to niestety termin obcy dziennikarzom, zwłaszcza tym, którzy zbudowali swoją pozycję przed 2005-2006 roku, kiedy to wydawcy na koszty nie zwracali uwagi, a tym bardziej nie interesowały one dziennikarzy.

Te czasy się skończyły. Etos dziennikarstwa i dziennikarzy pracujących kilka dni lub tygodni nad jednym tekstem, jeżdżących, zbierających materiał na koszt redakcji itp… też się skończył.

Dziś jesteśmy (dziennikarze) tylko twórcami kontentu.

Hajdarowicz myśli o biznesie mediowym bardzo biznesowo. Albo Exel mówi, że coś się opłaci, albo nie.

Niestety. Takie czasy.

Oczywiście, że media i dziennikarstwo to dość specyficzna branża, zwłaszcza dlatego, że największym kosztem są żywi ludzie (dziennikarze) piszący, lub mówiący o ludzkich sprawach. Nie można powiedzieć po prostu „zwalniam 1/3 redakcji, bo nas na nią nie stać” – po czym bez analizy wejść do newsroomu i kazać odejść od biurka co trzeciej osobie.

Nasza branża jest specyficzna. Chciałem napisać, że różnimy się choćby od budowlanej. Po chwili pomyślałem, że każda branża jest specyficzna. Bo jeśli podczas budowy domu, dla obniżenia kosztów cement do fundamentów zastąpimy piaskiem i zrezygnujemy z uzbrojenia, to chyba z tego domu zbyt długo pociechy nie będziemy mieli.

Szanuję jednak i podziwiam w pewien sposób Hajdarowicza za jego dość twardy i konsekwentny typ zarządzania. Nie lubię szefów, którzy niby nimi są, ale za bardzo to decyzji podejmować, by nie chcieli, lub nie mogą. Chcieliby zmian, ale takich, aby one nikogo nie dotknęły i niczego nie zmieniły. No i wreszcie, by wszyscy ich lubili i traktowali jak przyjaciół, pomimo tego, że są ich szefami, więc fajnie by było, aby także czuli do nich respekt.

A tak się nie da.

Szef to szef. Można z nim pójść na piwo. Ale on zawsze jest szefem.

Ja cenię szefów, którzy podejmują rzeczowe decyzje i nie boją się ich podejmować.

Nie wnikam i nie chce zastanawiać się, czy Hajdarowicz postąpił dobrze, czy źle zwalniając Gmyza, Wróblewskiego i wszystkich pomiędzy nimi. Na jakiejś podstawie jednak konkretną decyzję podjął i się jej trzyma.

Dziennikarz: „prawicowy” – „lewicowy”?

Protest pod „Rzeczpospolitą” 7.11.2012r

W kontekście sytuacji z trotylem i „Rzeczpospolitą” w różnych tekstach i opiniach pojawia się podział na dziennikarzy „prawicowych” i… resztę, w domyśle „lewicowych” lub zagorzałych zwolenników PO (jak mniemam). Zresztą sam, na początku tego tekstu, takich określeń z premedytacją użyłem. W komentarzach pod tymi tekstami, znaleźć można natomiast, moim zdaniem uzasadnione, pytania i wątpliwości dotyczące sensu dziennikarstwa i jego niezależności.

Bo czy dziennikarz musi się opowiadać po konkretnej stronie politycznej? Czy w swojej pracy musi jawnie prezentować swoje poglądy? Podpisywać się pod ideologicznymi hasłami prawej lub lewej strony, albo takiego, czy innego środka?

Uważam, że dziennikarz powinien być niezależny, choć oczywiście każdy z nas jest tylko człowiekiem i swoje poglądy ma, a więc czasami, nawet podświadomie, da im wyraz w swojej pracy. Ale jeśli już tak się dzieje, to niech to faktycznie będzie podświadome, niezamierzone, a nie zgodne z linią POLITYCZNĄ, choć może i z linią redakcyjną, ale ta zazwyczaj jest zgodna z polityczną.

Ze mną umowę o pracę w Polskapresse podpisywał Tomasz Wróblewski, następnie w „Rzeczpospolitej”, szczerze nie pamiętam kto, ale za czasów, gdy redaktorem naczelnym był Paweł Lisiecki. Później kierowałem redakcją on-line Radia Dla Ciebie, gdy jej prezesem był Piotr Wawrzeński (wcześniej kilka razy dostało mu się od „Rz”, w czasie gdy w niej pracowałem, ale nie ode mnie). W RDC w tym samym czasie poranne rozmowy z politykami prowadził Piotr Gursztyn, publicysta „Rz”. Ja w tym samym czasie publikowałem w Onecie.

W każdym z tych miejsc wykonywałem najlepiej jak mogłem swoją pracę. Jak mogłem, starałem się pisać teksty zgodne z własnym sumieniem, zachowując niezależność dziennikarską.

Ktoś mi pewnie zarzuci, że nie mam kręgosłupa moralnego. Że nie można pracować w tak różnych redakcjach. Specjalnie podałem przykład Grursztyna, aby pokazać, że można.

To, na kogo głosuję, stojąc z kartką i długopisem przy urnie, to moja prywatna sprawa. To zaś, co robię w pracy, to praca, którą trzeba zwyczajnie dobrze wykonać, myśląc przede wszystkim o czytelnikach i o tym, aby ich nie oszukiwać.

O dziwo, jakiekolwiek sugestie, dotyczące moich tekstów, a przynajmniej jednego, czy dwóch, miałem tylko w jednej z wyżej wymienionych redakcji.

Określ się lub zgiń

Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że nie ma niezależnego dziennikarstwa. Zwłaszcza teraz, w czasie kryzysu, kiedy miejsc pracy jest dużo mniej niż osób chcących wykonywać zawód dziennikarza.

Musisz się wyraźnie określić, po której stronie jesteś. Musisz się zadeklarować. Musisz podpisywać te, a nie inne listy poparcia. Wszyscy muszą wiedzieć z kim trzymasz i jakie poglądy reprezentujesz. Przy tym najlepiej, jeśli masz jeszcze mocne poparcie w osobach mocno ustawionych w środowisku. Wówczas istniejesz i krzywda ci się nie stanie.

Aktualnie trochę lepiej radzą sobie dziennikarze, którym światopoglądowo bliżej do PO i SLD. I oni jakoś bardzo Cezarego Gmyza nie bronią, czasami wręcz twierdzą, że popełnił błąd i słusznie został zwolniony.

Jeśli najbliższe wybory wygra PiS, sytuacja będzie wyglądać dokładnie odwrotnie. Ci „prawicowi” dziennikarze dostaną media publiczne, trochę stanowisk w mediach komercyjnych, które aby istnieć i spokojnie funkcjonować zawsze wolą z władzą niż przeciw niej, a „krzywda” zacznie dziać się dziennikarzom „lewicowym” czy „proPOwskim” (cały czas nie rozumiem tego podziału).

Jak widzisz, Drogi Czytelniku, nie ma miejsca dla niezależnych dziennikarzy. Jeśli wyraźnie nie opowiesz się po jednej ze stron, zawsze okrzykną cię tym złym, tym z drugiej strony.

Najlepiej mają w regionach

Choć każdy lokalny, czy regionalny, ambitny dziennikarz, chce do Warszawy i do ogólnopolskich mediów, to mało który z nich, zdaje sobie sprawę jak dziś wygląda sytuacja w tej branży. Ani pod względem wspominanej w tym wpisie wielokrotnie „niezależności”, ani warunków finansowych.

Dziś, to właśnie dziennikarze lokalnych gazet i portali, mają największą niezależność, przyzwoite pieniądze, a każdy kto pracuje w dziennikarstwie od kilku lat, także obowiązkowo etat.

Robert Stępowski

Pikieta pod „Rzeczpospolitą” 7.11.2012r

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.