Prev Next

Praca przy komputerze, to przecież nie praca

Dwa tygodnie pod kroplówką.

Dwa tygodnie pod kroplówką.

To były ciężkie dwa tygodnie, ale też dwa tygodnie, które dużo mnie nauczyły. Poznałem malutkie fragmenty świata, o których zapewne słyszałem, ale nawet na chwilę nigdy się nad nimi nie pochyliłem. Poznałem również ludzi, którzy fragmenty tych zupełnie obcych mi obszarów ludzkiego życia pokazali.

Ten wpis nie ma nic wspólnego z mediami, ani marketingiem. Postanowiłem jednak go napisać, gdyż ostatnich kilka tygodni wywarło na mnie dość duży wpływ i mam nadzieję trochę zmieni moje życie, a przede wszystkim postrzeganie świata i ludzi.

Jak być może część Czytelników wie, ostatnie dwa tygodnie spędziłem w szpitalu, do którego trafiłem w niezbyt dobrym stanie.

Pierwszy tydzień praktycznie nie wstawałem z łóżka. Mało jadłem. Cztery razy na dobę dostawałem kroplówkę. Drugi tydzień mojego pobytu w szpitalu był już pod względem zdrowia znacznie spokojniejszy i dający nadzieję na poprawę.

Morał z tego taki, że nie ma sensu pracować ponad miarę, niedosypiać, rezygnować na rzecz pracy z urlopów, regularnych badań lekarskich, odpowiedniej diety itd…

Nie raz miałem przecież wrażenie, że „gonię własny ogon”, że biegam „z pustą taczką”, bo nie mam czasu jej załadować, ale biegłem. Starałem się, aby było szybciej i więcej.

Przez dwa tygodnie mojej hospitalizacji, odpisałem tylko na kilka maili, odebrałem zaledwie kilka telefonów. I dało się? Dało. Świat się nie zawalił i ja również przeżyłem.

Tylko czy ja jestem najważniejszy w tej historii? Otóż nie do końca. Ważniejsi są ludzie.

Bardzo szybko przekonałem się na kogo mógłbym liczyć w potrzebie i kto choć trochę jest zainteresowany tym, co się u mnie i ze mną dzieje. Daje to otuchę i wiarę w ludzi.

Wciąż jednak piszę o sobie, a dużo ciekawsze jest to, co działo się wokół mnie.

Pacjent 1

Poznałem fantastycznego człowieka, pełnego optymizmu i chęci do życia. Nie miał jednego płuca, był po paraliżu, z którego udało się mu wyjść choć wciąż ma mało sprawne zarówno górne jak i dolne kończyny. Z tego co opowiadał, 8 lat temu leżał przykuty do łóżka niczym roślinka, a lekarze odliczali dni do jego śmierci. Udało mu się. „Wyrwał się grabarzowi spod łopaty”. Opowiadał mi jak uczył się chodzić i mówić. Wciąż ma problemy z poruszaniem się i mówieniem. Czasami trudno zrozumieć co mówi. Mimo to był ulubieńcem całego szpitalnego personelu i chyba większości pacjentów, którzy mieli z nim kontakt. Dlaczego? Bo pomimo tego co przeżył, ma niezwykłą chęć do życia. Właściwie nie ma rodziny. Za swój dom uważa już chyba ośrodek opiekuńczy, w którym mieszka od wielu lat. Mimo to ma plany na przyszłość, opowiada dowcipy, bardzo łatwo nawiązuje nowe relacje, cały czas jest uśmiechnięty, choć przebyte choroby wciąż bardzo utrudniają mu życie.

PS: Jeśli kiedyś to przeczytasz Panie „J” z sali 16, a przecież zapowiadałeś, że kupisz sobie laptopa, to wiedz sympatyczny złośliwcu, że do mojego wyjścia nie było na obiad makaronu z białym serem :)

Pacjent 2

Miałem też innego towarzysza mojej szpitalnej historii. Wielokrotnego recydywistę. Jego życie składało się właściwie tylko z trzech elementów: alkoholu, przestępstw typu napad i kradzież, sama kradzież, paserstwo, nielegalny handel lekami i chyba amfetaminą też oraz wielu lat spędzonych w różnych więzieniach.

Człowiek, z tego co opowiadał, „łobuzować” zaczął już w przedszkolu. W wieku 7 lat nauczył się palić. Pierwszy raz za kraty trafił mając 18 lat. Kradł wszystko i wszędzie – nawet w więzieniu potrafił dogadać się ze strażnikami i sprzedać cement oraz wapno, które miało posłużyć do remontu więzienia.

Kiedy dokonano jakiegoś włamania w jego miejscowości i coś skradziono, a on był akurat na wolności, najpierw policja przyjeżdżała do niego, robiła mu przeszukanie, zabierała go na przesłuchanie. Był zawsze pierwszym podejrzanym. Zazwyczaj słusznie, choć jak mi opowiadał, nie zawsze mu winę udowodniono.

Bez względu na wszystko, alkohol był elementem każdej opowieści, którą od niego słyszałem. W szpitalu nie pił.

Miał on dość specyficzny styl opowiadania. Nim dotarł do sedna swojej opowieści najpierw dokładnie nakreślał tło swojej opowieści, czyli podawał datę zdarzenia, dokładne miejsce, opisywał je, mówił co się działo i dlaczego on się tam znalazł. Dopiero w tym momencie pojawiał się prawdziwy opis wydarzenia, o którym chciał powiedzieć. Dzięki temu dokładnie wiem gdzie pracował, co robił, jak kradł, jak zdobywał nielegalnie leki na fałszywe recepty, a później sprzedawał, gdzie mieszka jego mama i siostry, a także jaką działalność prowadzi jego szwagier oraz czym w życiu się zajmowali jego rodzice niemal z dokładnymi datami kiedy i co robili.

Dla mnie był jednak bardzo miły i pomocny. Choć radio grające cała dobę, było momentami irytujące.

Podsumowując, po wysłuchaniu jego życiowych historii, przeraziłem się nie co. Odniosłem wrażenie, że w tym kraju każdy kradnie, prowadzi szemrane interesy, że jak się da łapówkę to każdego można przekupić i robić co się komu podoba, wystarczy być sprytnym i potrafić łapówki dawać lub brać.

Pacjent 3

Był i trzeci, bardzo sympatyczny młody pacjent, któremu dwa razy obiecywano wypis i dopiero dziś, razem ze mną go wypisano, choć chciano go jeszcze w szpitalu i tym razem zostawić. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i nie będzie już musiał wracać do szpitala. Czego mu serdecznie życzę.

Dziękuję lekarzom, pielęgniarkom i salowym. Cały personel bardzo miły i pomocny. Pomimo całej sympatii – obyśmy nie musieli się już spotykać :)

Wszystkim Czytelnikom życzę DUŻO ZDROWIA i nabycia umiejętności dbania o nie.

Robert Stępowski

PS: Moje książki: „Marketing terytorialny. Jak zbudować i wypromować markę miejscowości?” i „Promocja marki. Poradnik dobrych praktyk” można kupić na www.KsiegarniaROSTER.pl>>>

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.