Prev Next

Początek końca „Uważam Rze”

Reklama czasopisma „W sieci”.

Kiedyś sceptycznie podchodziłem do zapowiadanego sukcesu, dopiero tworzonego „Uważam Rze”. Myliłem się. Teraz chyba się nie pomylę, gdy stwierdzę, że rozpoczęła się epoka zmierzchu tego tygodnika.

Gdy Grzegorz Hajdarowicz kupił „Przekrój”, Barbara Stanisławczyk, chciała z niego zrobić prawicowy tygodnik na wzór obecnego „Uważam Rze”. Czy próba wprowadzenia tak głębokich zmiaan w „Przekroju” wyszłaby temu tytułowi na dobre. Śmiem wątpić. Z drugiej zaś strony, patrząc na to jak jego sprzedaż z miesiąca na miesiąc pikuje w dół (nie znam danych dotyczących sprzedaży „Przekroju” po zmianie kierownictwa WIĘCEJ TUTAJ) można odnieść wrażenie, że gorzej i tak być nie mogło.

Byłem sceptykiem

Kiedy Presspublica, będąca jeszcze własnością brytyjskiego funduszu Mecom i Skarbu Państwa, ruszyła z pracami nad tygodnikiem opinii „Uważam Rze” uznałem to tylko za pewien kaprys grupy publicystów, którzy za bardzo nie mieli gdzie się podziać, a chcieli być obecni w mainstreamowych mediach.

Ze zdumieniem przecierałem oczy, gdy obserwowałem wyniki sprzedaży tego tytułu w kolejnych miesiącach.

Paweł Lisicki doskonale wykorzystał wyrwę, która powstała po zmianach w tygodniku „Wprost”, który kupiony przez Michała Lisieckiego, pod kierownictwem Tomasza Lisa, zmienił o 180 stopni swoją linię.

Można by nawet powiedzieć, że Paweł Lisicki, na tym niezwykle trudnym rynku wydawniczym, stał się swego rodzaju cudotwórcą. Udowodnił, że nawet teraz, można stworzyć „produkt”, który znajdzie swojego nabywcę i wcale nie trzeba dorabiać do niego skandalizujących okładek, lub ciągle pisać o pewnej kobiecie z Sosnowca.

Co teraz z „Uważam Rze”?

I znów jestem bardzo sceptycznie nastawiony do przyszłości tygodnika „Uważam Rze” bez Pawła Lisickiego. To on stworzył ten tygodnik, nadał mu charakter, zgromadził wokół siebie ludzi/publicystów, z doskonale znanymi nazwiskami i jasno określonymi poglądami. Oczywiście z tymi poglądami można się nie zgadzać, ale właśnie takich poglądów, wyrażanych przez tych konkretnych publicystów, oczekiwali czytelnicy tego pisma.

Teraz nadeszło nowe. Nowy naczelny. Nowi publicyści, gdyż dotychczasowi, co znów jak na polskie realia jest zupełnie niespotykane, postanowili w geście solidarności ze swoim naczelnym zrezygnować z pracy.

Nie oszukujmy się. Czytelnicy nie byli przywiązani do marki, gdyż to zbyt młoda marka, a poza tym marki mediowe, zwłaszcza budowane na opiniach publicystów, są silne właśnie siłą swoich autorów, a nie swoich nazw, czy logotypów.

Życzę Janowi Pińskiemu, któremu nie wypalił projekt tygodnika „Wręcz Przeciwnie” (miało być „Wprost Przeciwnie”), jak najlepiej, bo nie należę do ludzi, którzy chcą budować swoją markę na niepowodzeniach innych, ale po prostu nie wierze, że uda mu się utrzymać sukces swojego poprzednika.

„W sieci” czy w innej gazecie?

Kiedy redaktor Lisicki został zwolniony z Presspubliki, nie bardzo wiedziałem co będzie dziać się z nim i jego zespołem. Teraz wszystko zaczyna układać się w dość klarowną całość.

Pozwolę sobie kilka spostrzeżeń zapisać w punktach:

1) Dziwiłem się Hajdarowiczowi, że zwolnił Lisickiego, bo przecież miał świadomość tego co się wydarzy z jednym z najlepiej sprzedajacych się tygodników opinii w kraju. Z drugiej zaś strony ta beczka prochu musiała wybuchnąć. Nie wierze, że Lisicki udzielił wywiadu swojemu konkurentowi – tygodnikowi „Wprost”, w którym krytykował swojego chlebodawcę, bez świadomości jakie to pociągnie konsekwencje, a te były łatwe do przewidzenia.

2) Myślałem, że Paweł Lisicki, wraz ze swoim zespołem, albo zacznie publikować „W sieci”, albo utworzy jakiś swój niszowy projekt internetowy. Teraz już chyba oficjalnie pojawiły się informacje, że Lisickie przygotowuje nowy projekt. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Sam przyznał, że był wstanie szukać kilku milionów złotych, aby odkupić od Hajdarowicza „Uważam Rze”. Nie zdążył, bo został zwolniony. Jeśli jednak posiada takie kontakty w świecie biznesu, że faktycznie kilka milionów jest wstanie zgromadzić, a tyle pieniędzy jest potrzeba, aby wydać więcej niż 2-3 numery mocnego tygodnika opinii plus kampanię reklamową, to ma szansę utworzyć dobrą gazetę, która bardzo szybko przejmie czytelników „Uważam Rze”.

3) Pamiętajmy, że w tej chwili Paweł Lisicki jest człowiekiem prasy z największym na swoim koncie sukcesem zawodowym, przynajmniej na przestrzeni kilkunastu lat. Można zachwycać się tym, jak Tomasz Lis dźwignął „Wprost”, a teraz „Newsweek”. I faktycznie zrobił bardzo dużo. Tych zasług nie zamierzam mu odbierać. Pamiętajmy jednak, że oba te tytuły miały silną pozycję i były doskonale rozpoznawalna markę. Można powiedzieć, że Tomasz Wróblewski wprowadził na polski rynek „Newsweek” i odniósł bardzo szybko spektakularny sukces. Zwróćmy jednak uwagę na to, że wówczas prasa w Polsce miała się całkiem nieźle, a Wróblewski wprowadził na nasz, nieco duszny rynek prasowy powiew zachodniej świeżości.

Paweł Lisicki w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej zbudował coś z niczego i także nie dysponował wcale potężnym budżetem. Jeśli ktoś, w segmencie tygodników opinii, w ostatnich 10 latach osiągnął w Polsce podobny, lub większy sukces – proszę napiszcie mi o tym i wyprowadźcie mnie z błędu.

Robert Stępowski

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.