Prev Next

Panowie „L” ojcami tygodnika „Do Rzeczy”

Okładka pierwszego numeru „Do Rzeczy”.

Kiedy Michał M. Lisiecki chciał kupić „Rzeczpospolitą”, napisał list, w którym to roztaczał swoją wizję dotyczącą przyszłości tego dziennika. Wizja ta, moim zdaniem i delikatnie mówiąc, nie uwzględniała Pawła Lisickiego na stanowisku redaktora naczelnego „Rz”, którym wówczas był. Teraz panowie „L” w jednym domku tworzą wspólnie i radośnie nowy tygodnik „Do Rzeczy” będący kontynuacją konserwatywnego „Uważam Rze”.

Dlaczego Michał M. Lisiecki zdecydował się zainwestować w tygodnik konserwatywny? Przecież nie tak dawno podobny sobie kupił. Mówię oczywiście o „Wprost”. Wówczas uznał, że prawicowy tygodnik nie jest dobrym interesem i zmienił go rękoma Tomasza Lisa o 180 stopni.

Nisza na rynku sprawiła, że powstał prawicowy tygodnik „Uważam Rze”, który z numeru na numer miał coraz wyższą sprzedaż. Gorzej było z reklamodawcami.

W tygodniku „Wprost” sytuacja wygląda nieco inaczej. Sprzedaż spada, a reklamodawców zbytnio nie ubywa.

I to właśnie ci reklamodawcy mogą mieć kluczowe znaczenie przy sukcesie lub porażce „Do Rzeczy”. O sprzedaż tego tytułu raczej bym się nie martwił.
Być może się mylę, ale Presspublica w momencie startu „Uważam Rze” dysponowała chyba większym zapleczem finansowym niż PMPG S.A.

Oczywiście, że przed startem „Uważam Rze” niewiele osób podejrzewało Pawła Lisickiego, że potrafi stworzyć dobry tygodnik z wyrazistymi, konserwatywnymi opiniami. Teraz Lisicki to marka sama w sobie. Mimo to, uważam, że to może być trochę zbyt mało, aby rozbujać marketingowo całą machinę. Potrzebne są duże pieniądze. Każdy numer to konkretny, nie mały, koszt. Jeśli do tego doliczymy ogólnopolską kampanię reklamową, to zaczynamy już mówić o kwotach spokojnie przekraczających 2-3 mln zł.

Te pieniądze inwestor strategiczny będzie chciał jak najszybciej odzyskać, gdyż raczej zbyt wiele ich nie ma. Ponadto przecież on, w przeciwieństwie do publicystów, nie robi tego pisma z pobudek ideologicznych (patrz przykład „Wprost”), ale czysto biznesowych.

Nie wiadomo ile czasu wydawca daje sobie na osiągnięcie rentowności, ale myślę, że na szybki zysk nie ma co liczyć, zwłaszcza, że w chwili powstawania „Uważam Rze” nie było na rynku innego tygodnika prawicowego. Teraz jest tytuł Presspubliki z wciąż całkiem wysoką sprzedażą i „W Sieci” braci Karnowskich.

Czy słabiutki rynek reklamowy jest wstanie utrzymać trzy prawicowe tytuły, zwłaszcza te nowe, które w swój start musiały zainwestować sporo pieniędzy?
Zaś co do samego pierwszego numeru „Do Rzeczy”.

Jestem zawiedziony rubryką „dwóch panów g”, czyli Piotra Goćka i Piotra Gursztyna. Oczywiście w notkach łatwo wyczuć sarkazm, ale czy na pewno jest to rubryka satyryczna? Jakoś nie rozśmieszyły mnie one. Ba, nawet nie wywołały lekkiego uśmiechu, a tego oczekiwałem. Nie wiem jak czuje się w tego typu tekstach Piotr Gursztyn, ale po Piotrze Goćku spodziewałem się więcej uszczypliwego, ale jednak humoru.

Pozytywnie zaś odebrałem (nawet szkoda, że taki krótki) tekst Tomasza Wróblewskiego „Ślepota mediów”. Może nie ma w nim niczego odkrywczego, ale niestety po raz kolejny pokazana w nim jest aktualna sytuacja mediów, zwłaszcza prasy. Pokazuje to, czego wiele osób pracujących w innych branżach nie chce zrozumieć, po prostu nie wierzy, że jest branża, która ma się, aż tak źle.

Bardzo prawdziwy jest fragment mówiący o tym, kto wylatuje pierwszy z firm w kryzysie. Bo właśnie wbrew zdrowemu rozsądkowi najpierw firmy pozbywają się osób odważnych i innowacyjnych, którzy mogą firmę uratować, a pozostają ci nastawieni tylko na trwanie, a to oczywiście doprowadza do dramatycznych w skutkach konsekwencji.

Smuci jednak jeszcze jeden fakt, trochę związany z samym autorem tego tekstu. Dlaczego kiedy zajmujemy dobrze płatne stanowiska, niechętnie mówimy o tym jak jest źle w mediach/prasie? Kiedy jednak naczelny ten, czy inny, traci pracę ubolewa nad losem prasy i dziennikarstwa (czytaj – tekst Michała Kobosko, byłego redaktora naczelnego „Wprost”).

Punkt widzenia zawsze zależy od miejsca siedzenia?

Robert Stępowski

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.