Prev Next

Konklawe w mediach. Nagły wysyp ekspertów

Jak się okazało, podczas ostatniego konklawe, na sprawach kościoła katolickiego, religii i problemów Watykanu znają się wszyscy. Nawet nie wiedziałem, że mamy tylu watykanistów, tylko jacyś oni w większości słabiutcy, lub nieprzygotowani. Czyżby ktoś zapomniał, że bycie ekspertem znaczy wiedzieć nie coś o wszystkim, ale wszystko o czymś? Więc dziś o ekspertach i „ekspertach”.

O tym, czy polskie media, głównie telewizja, udźwignęły ciężar relacjonowania konklawe, czy też nie, można by pisać dużo i rozpatrywać w różnych aspektach. Ja zajmę się przede wszystkim jednym z nich – oceną ekspertów i komentarzy.

Media, a konklawe

Ponad 5 tysięcy osób, reprezentujących około tysiąca mediów otrzymało akredytacje Watykanu do obsługi niedawnego konklawe, podczas którego kardynałowie wybierali głowę kościoła katolickiego. Polscy dziennikarze także tam byli. Trzy największe stacje telewizyjne wysłały do Watykanu swoich najlepszych dziennikarzy, a właściwie prezenterów głównych wydań programów informacyjnych. W Rzymie podczas konklawe był: Kamil Durczok (TVN), Piotr Kraśko (TVP), Jarosław Gugała (Polsat). Oczywiście ekipy reporterskie także przygotowywały specjalne materiały związane z samym wyborem następcy św. Piotra, jak i tym, co w tym czasie działo się w Watykanie.

Niedawno zakończone konklawe, wydaje się, że dla mediów było dużo łatwiejsze do obsługi, tego sprzed 8 lat, kiedy to papieżem został Benedykt XVI. Dlaczego? Z kilku powodów:

1) Okres, od informacji przekazanej przez Benedykta XVI dotyczącej jego abdykacji, do wyboru nowego papieża był dość długi i pozwolił mediom dokładnie się przygotować do relacjonowania tego wydarzenia.

2) W przeciwieństwie do poprzedniego konklawe, traktowaliśmy go (jako media i społeczeństwo) trochę jak relację np. z wielkiego wydarzenia sportowego – z zaciekawieniem, ale bez wielkich emocji.

3) W tym czasie nie działo się ani na świecie, ani w Polsce nic na tyle istotnego, aby trzeba było podejmować decyzje dotyczące takiego łamania ramówek, zwłaszcza w kanałach informacyjnych, by zwrócić uwagę na wagę co najmniej dwóch równie ważnych wydarzeń.

Czy jednak faktycznie było tak łatwo? Nie wydaje mi się, zwłaszcza w odniesieniu do punktu drugiego, czyli braku emocjonalnej więzi związanej z wyborem nowego papieża. I tu także warto zwrócić uwagę na przynajmniej dwa aspekty.

1) Jak przykuć do telewizorów ludzi, mówiąc im o wyborze papieża w Watykanie (dla wielu widzów to wirtualne, odległe państwo, w którym w życiu nie byli i nie będą). Jak zainteresować ich sylwetkami kardynałów, z jeszcze odleglejszych zakątków świata, o których sami niewiele wiemy, a na wysłanie dobrych reporterów (tzn. całych ekip) do kilku krajów, aby przygotowali dokumentację, nas nie stać?

2) I w końcu jak mówić o czymś, na czym sami się nie znamy, bo z całym szacunkiem dla wiedzy redaktora Jacka Pałasińskiego (TVN), jedna osoba nie może wiedzieć wszystkiego, o wszystkim co dzieje się na świecie i to w wielu aspektach od polityki, poprzez ekonomię, a na religii kończąc. A trzeba przyznać, że w polskich mediach, dziennikarzy zagranicznych i to jeszcze specjalizujących się w poszczególnych zagadnieniach jest tylu przysłowiowy co kot napłakał.

Eksperci, publicyści, watykaniści

Stare powiedzenie mówi, że „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. I tak też wyglądało w większości grono ekspertów komentujących przebieg konklawe i wybór nowego papieża.

Nagle, niczym spod ziemi, wyrosły dziesiątki ekspertów – watykanistów. Każdy „prawicowy” (przepraszam za określenie) i katolicki dziennikarz oraz publicysta, także się nim stawał. Poziom tych komentarzy pozostawiał jednak wiele do życzenia.

Skoro wspomniałem o przedstawicielu stacji TVN, to dla równowagi dodam też np. Krzysztofa Ziemca, czołowego komentatora TVP1. Zrozumiałe, że stacja promuje „swojego” i to się chwali, ale to, że ktoś postrzegany jest jako człowiek o poglądach prawicowych, wyznania rzymsko-katolickiego i przyznający się do tego, nie oznacza, że od razu jest specjalistą i posiada wiedzę dotyczącą choćby wszelkich praw związanych z wyborem papieża oraz rządzących Watykanem, a także całym Kościołem.

Dość mocno, ale trafnie, to co działo się na antenie TVN24 w chwili ogłoszenia imienia nowego papieża skomentował Marek Magierowski. Miałem wrażenie, że sama Monika Olejnik (pomijam fakt, że jej drapieżny temperament wcale nie pasował mi do relacjonowania takiego wydarzenia) miała dość tej rozmowy. Musiała strasznie się męczyć. Nawet chciała już skończyć, ale kazali jej kontynuować, więc brnęła, zadają wciąż te same pytania, na które otrzymywała krótkie i niezbyt analityczne odpowiedzi.

Widać było, że media nie przewidziały, że wybrany może zostać ktoś spoza wymienianej czołówki kandydatów. Praktycznie nikt nie miał materiałów dotyczących nowego biskupa Rzymu, a przekazywane informacje były naprawdę szczątkowe.

Ekspercie! Masz wiedzieć wszystko!

To, że dziennikarze wiedzą niewiele na większość tematów – zgadzam się – norma. Ale to nie jest wina dziennikarzy, tylko wydawców/nadawców. O dziennikarza/eksperta trzeba dbać, szkolić, inwestować, znaleźć pomysł jak on może się rozwijać w firmie i robić to na czym się zna. A jeśli nie ma na to pieniędzy i każdy dziennikarz zna się na wszystkim (bo jeśli się nie zna, to nie ma dla niego miejsca w redakcji) to też nie liczmy, że on stanie się nagle ekspertem.

Większy problem jednak jest z nazwijmy to „typowymi ekspertami”, którzy byli zapraszani do studia tej, czy innej telewizji i również ich wiedza wydawała się niewielka. Pytam więc, czy nie ma ludzi, którzy faktycznie mają coś ciekawego do powiedzenia, czy dziennikarze idą na łatwiznę i zapraszają tylko tych, do których mają numer telefonu i wiedzą, że ci zawsze przyjdą i coś bardziej lub mniej sensownego powiedzą?

Chciałbym zapytać także tych ekspertów, którzy mają niewiele do powiedzenia, po co się pchają do TV?

Na koniec przykład z mojego podwórka marketingu miejsc. Uczestniczyłem kiedyś w konferencji (jako słuchacz), podczas której jeden z prelegentów przez kilkanaście minut gadał od rzeczy, a dokładniej rzecz ujmując, mówił o niczym. Dostrzegłem to nie tylko ja, ale także i inne osoby, których wiedza była niewielka z omawianej dziedziny, ale słuchając wywodu prelegenta, mieli świadomość tego, że jeśli wycisną to o czym do nich mówi ten facet, to nic nie zostanie.

Najsmutniejsze było jednak to, że temat był banalny oraz niesamowicie wdzięczny. Z głowy można było bardzo łatwo podać co najmniej kilka innych przykładów poza tymi dwoma, które samemu się realizowało. Sam prelegent za swoje wystąpienie wziął oczywiście pieniądze.

Faktem jest, że było to wystąpienie w zastępstwie kogoś, kto na konferencję nie dotarł, ale na Boga, jeśli tytułujemy się ekspertem w jakiejś dziedzinie, to nawet bez przygotowania jesteśmy wstanie opowiadać o niej, podawać przykłady i patrzeć na problem szerzej niż tylko przez pryzmat własnego podwórka.

Prośba do blogerów

Dlatego, jeśli zdecydujesz się kiedyś, drogi blogerze, tak budować swoją osobistą markę, aby stać się ekspertem w jakiejś dziedzinie, to proszę – faktycznie nim bądź. Będąc blogerem, możesz spokojnie hołdować zasadzie „nie znam się, to się wypowiem”, ale bycie ekspertem, to już zupełnie inna kategoria.

PS: Dziś niedziela. Ciekawe ilu księży się wyłoży i wygłosi formułkę „z naszym papieżem Benedyktem oraz całym duchowieństwem:)

PS2: Poniżej „piękne” zdjęcie z Onet.pl – a dokładniej zrzut strony głównej.

Robert Stępowski 

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.