Prev Next

Jak trotyl wysadził Gmyza. Czyli wielki wybuch w „Rzepie”

Siedziba „Rzeczpospolitej”. Niby cała, a w środku…

Cezary Gmyz wyleci z „Rzeczpospolitej”. Tomasz Wróblewski przestanie być naczelnym, ale zostanie w zarządzie. Znikną białe strony, a tym samym dział krajowy. Taka przyszłość czeka „Rz” po trotylowym wybuchu?

Scenariusze mogą być dwa. Albo prezes Hajdarowicz zanucił sobie dziś przy goleniu: „nic się nie stało – Wróblewski nic się nie stało”, a tym samym nic się nie zmieni. Albo najbliższe dni i tygodnie, będą szeregiem poważnych zmian w jednym z największych dzienników w kraju – czyli w „Rzeczpospolitej”.

Trotyl w „Rzeczpospolitej”

Jeśli dokładnie wiesz o co chodzi w tej historii, nie czytaj tego fragmentu tekstu i przejdź do kolejnego, w którym piszę co w „Rzeczpospolitej” się wydarzy.

Cztery niezależne źródła. Informacje sprawdzane i konsultowane z redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”, a podobno nawet z wydawcą Grzegorzem Hajdarowiczem. Tekst pisany przez doświadczonego, zapewne jednego z lepszych dziennikarzy działu krajowego tej gazety – Cezarego Gmyza.

No i…

I powstał tekst „Trotyl na wraku tupolewa”, który ukazał się we wtorkowym wydaniu „Rz” i to tylko w drugim wydaniu, gdyż na pierwsze nie zdążono, go przygotować. To jednak wystarczyło (zresztą zapewne 2/3 „Rz” sprzedaje się w Warszawie), aby prawdziwy wybuch nastąpił: w polityce, mediach i samej „Rzeczpospolitej”.

Tego samego dnia, gdy szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie zaprzeczył tym informacjom, gazeta wydała oświadczenie, że wycofuje się tez zawartych w tekście, a raczej tylko formy, a właściwie to gdyby napisano, że są podejrzenia, że mogły być ślady trotylu i nitrogliceryna, albo, że się nie wyklucza ich obecności, to byłoby lepiej, a może nawet sprawy by nie było.

W ten to sposób, do końca wtorkowego dnia, zrobiło się wielkie zamieszanie, tylko nikt nie wiedział, czy „Rz” podtrzymuje tezy swojego artykułu, wycofuje się z nich, czy tylko lekko je łagodzi i modyfikuje.

Tylko Cezary Gmyz, autor tekstu, był niezłomny i cały czas twierdził, że on z niczego się nie wycofuje. Chwała mu za to, bo przynajmniej wiadomo jakie jest stanowisko autora.

Ostatecznie, 31 października, Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” oddał się do dyspozycji rady nadzorczej spółki Presspublica. Jak podaje „Press”, dziś lub jutro ma zapaść decyzja wydawcy, co dalej ze skutkami wybuchu, wywołanego przez jego gazetę, które ją samą najdotkliwiej dotknęły.

Przewidywania wróża Roberta

Wypiłem kawę. Zajrzałem do filiżanki. Pusta. Zajrzałem jeszcze raz. Ze zdziwieniem i jednoczesną satysfakcją przetarłem oczy. To było jak objawienie. Nagle wszystko zaczęło przybierać realnych, wyrazistych kształtów.

Już wszystko jasne. Już wiem, co teraz wydarzy się w „Rzeczpospolitej”.

Grzegorz Hajdarowicz zwolni Cezarego Gmyza. I on, tak naprawdę, będzie jedyną ofiarą tego nieszczęsnego tekstu. Być może pozwolą mu pisać do „Uważam Rze”, ale na pewno zniknie z „Rzeczpospolitej”.

Czy Tomasz Wróblewski przestanie pełnić funkcję redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”? Tego pewien nie jestem. Mam jednak wrażenie, że tak się stanie. Krzywda się mu jednak nie stanie. Grzegorz Hajdarowicz go potrzebuje. Dlatego najprawdopodobniej Wróblewski zostanie członkiem zarządu Presspubliki (aktualnie łączy funkcję naczelnego i członka zarządu).

Straci jednak sama gazeta. Chyba niewielu dziennikarzy zostało już w dziale krajowym. A zawsze przecież można jeszcze kogoś zwolnić. To kolejne oszczędności. Mam wrażenie, że „Rzeczpospolita” pozbędzie się białych stron. Stanie się dziennikiem ekonomiczno-biznesowym. Wspólny newsroom będzie obsługiwał wszystkie tytuły należące do wydawcy, które focusują się przecież przede wszystkim na gospodarce.

Jestem przekonany, że wydawca wykorzysta „trotyl”, aby takich zmian dokonać. Jest okazja. Dział źle pracuje. Wypuszcza nieprawdziwe teksty. Generuje koszty. Nie pasuje do całości biznesu, trudno znaleźć synergię tekstów ogólnoinformacyjnych z innymi tytułami. W internecie liczą się przecież szybkie newsy dostarczane przez agencje.

Nie ma działu krajowego, nie ma problemów, są mniejsze koszty.

Sprawa zostaje wyjaśniona. Obiecane konsekwencje wyciągnięte. Hajdarowicz zdobywa pozycję prezesa, który rządzi silną ręką i nie zamierza się kłaniać środowiskom dziennikarskim – tym bardziej prawicowym zwłaszcza.

Publicystyka, a więc „Plus Minus” zostanie i zapewne druga strona też, bo tu można znaleźć synergię z „Uważam Rze”.

Jestem domorosłym wróżbitą. Więc nie traktujcie tego, co napisałem, jako faktów. To tylko moje opinie i przypuszczenia. A jak będzie? Pytajcie prezesa Hajdarowicza i jego doradców ;)

PRZECZYTAJ o mini wojence pomiędzy „Press” i serwisem NaTemat.pl – czyli trochę o mediach i dziennikarstwie>>>

Poniedziałek godz. 16 – Grzegorz Hajdarowicz zwolnił z „Rzeczpospolitej” Cezarego Gmyza, autora tekstu „Trotyl na wraku tupolewa”.

Trochę później, tego samego dnia, wypowiedzenia otrzymują: Tomasz Wróblewski –  redaktor naczelny, Bartosz Marczuk -  zastępca redaktora naczelnego, Mariusz Staniszewski –  kierownik działu krajowego.

Wtorkowy poranek, członek Rady Nadzorczej Presspubliki, potwierdził mi, że Tomasz Wróblewski został nie tylko odwołany ze stanowiska redaktora naczelnego, ale także z członka zarządu spółki. Tego nie przewidziałem.

Robert Stępowski 

Już wszystko jasne. Już wiem, co teraz wydarzy się w „Rzeczpospolitej”.

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.