Prev Next

Jak czytać „Blogera” – czyli rzecz o książce Króla Blogerów

Tomasz Tomczyk „Bloger” – książka idealna do pociągu.

Trzeba umieć czytać i słuchać Kominka, gdyż bez wątpienia jest to mistrz autokreacji. W jego działaniach nie ma przypadków. Książka „Bloger”, choć jest świetnym poradnikiem dla początkujących blogerów, jest przede wszystkim kolejnym elementem misternie tkanej przez autora jego osobistej marki.

Jaka jest książka Tomasza Tomczyka „Bloger”?

  • Gruba – 363 strony.
  • Napisana lekkim, blogerskim językiem (szybko się czyta. Autorowi udał się zabieg, do którego sam się przyznaje – czytelnik odnosi wrażenie, że siedzi i z nim rozmawia).
  • Denerwująca – w tych miejscach, gdy Tomek po raz kolejny powtarza, że lepiej mieć bloga pod swoją domeną niż na platformie blogowej, choć sam przez wiele lat swojego bloga na platformie Agory prowadził.

Dla kogo jest książka Tomasza Tomczyka „Bloger”?

  • Dla wszystkich zainteresowanych choć trochę blogosferą.
  • Dla większych lub mniejszych fanów Kominka, którzy chcą dowiedzieć się jak powstawały niektóre teksty na blogi i samo blogerskie życie Kominka.
  • Dla początkujących blogerów, którzy dotychczas nie mieli nic wspólnego ani z blogowaniem, ani dziennikarstwem, ani żadną inną działalnością nazwijmy ją „publiczną”.
  • Dla agencji i reklamodawców Kominka (byłych i potencjalnych, ale o tym niżej).

Jak czytać książkę Tomasza Tomczyka „Bloger”?

Literalnie – tak jak została napisana – bo w tej warstwie zawiera ona bardzo dużo informacji dotyczącej codziennej „kuchni” zawodowego/profesjonalnego blogera, a więc człowieka, który teoretycznie powinien tylko pisać. Kominek odpowiada na wiele podstawowych pytań, związanych z prozaicznymi, technicznymi sprawami: postawieniem bloga, jak organizować konkursy, jak budować i zarządzać społecznością, jak radzić sobie z hejterami, jak zarabiać na blogach i nie dać się „wydymać” reklamodawcy, jak budować swoją osobistą markę – łącznie z informacjami jak udzielać wywiadów i jak przygotować się do swoich pierwszych wystąpień w telewizji.

I w tym miejscu podzielę się swoimi refleksjami, które mam nadzieję, będą stanowić płynne przejście do przedstawienia innego sposobu czytania książki „Bloger”.

Często bywam na różnego rodzaju konferencjach prasowych. Bywam na nich z różnych powodów. Czasami przyjmuję zaproszenia, bo faktycznie interesuje mnie temat konferencji (i idę tam zrobić materiał), albo osoba, z którą chcę zrobić wywiad na inny temat, ale „złapanie” jej na takie konferencji jest dużo łatwiejsze niż próba umówienia konkretnego terminu tylko na rozmowę (ale też chcę, by efektem mojej wizyty na konferencji był materiał do publikacji).

Widzę też dziennikarzy, rzadziej blogerów (gdyż jednak na konferencjach wciąż jest więcej dziennikarzy klasycznych mediów niż blogerów), którzy tylko patrzą gdzie i kiedy dają jeść. Ja często nie jem w ogóle na konferencji, gdyż nie mam już na to czasu, albo ochoty przebijać się przez chmarę wygłodniałych kolegów i koleżanek dziennikarzy. Kawy, soku – nigdy nie odmawiam.

Tomek pisze także o wyjazdowych konferencjach, eventach, szkoleniach etc…

Prawdą jest, że wiele osób patrzy na osobę piszącą z niezrozumieniem, że ta za taki wyjazd chce otrzymać choćby symboliczne wynagrodzenie, lub choćby zwrot kosztów podróży i hotel. Jeżdżę zazwyczaj na konferencje z własnej i nieprzymuszonej woli, ale zawsze negocjuję warunki mojego uczestnictwa w nich. Negocjuję, ponieważ dokładać do nich nie zamierzam, nawet jeśli są dla mnie merytorycznie interesujące. Organizator takiej konferencji i tak zyskuje więcej, gdyż zazwyczaj dostaje zapowiedź swojej imprezy, relację z niej i przynajmniej kilka informacji na facebooku, a ponadto często nie jest to tylko relacja tekstowa, ale również foto i wideo. Niekiedy na miejscu przeprowadzam dodatkowo kilka wywiadów z jej uczestnikami. To wymaga pracy i kosztuje, a efekt jest dużo lepszy niż rozesłanie do redakcji jednej notki prasowej.

OK. Mogę zawiesić, w ramach patronatu, banerek w serwisie mowa o serwisie www.MarketingMiejsca.com.pl, ale on nic nie daje. Nikt w niego nie klika. Tylko to jakoś trudno zrozumieć osobom stojącym po drugiej stronie.

W tym roku odmówiłem udziału w Forum Ekonomicznym w Krynicy, na którym miałem wystąpić z prezentacją i poprowadzić panel dyskusyjny z samorządowcami. To faktycznie prestiżowa impreza i chętnie bym na niej wystąpił, ale… Organizatorzy nie zwracali ani kosztów dojazdu, ani nawet hotelu, a w czasie Forum noclegi w Krynicy i Muszynie są wyjątkowo drogi. Pani, która złożyła mi propozycję, była zaskoczona mają odmowną decyzją. Trudno. Ja też byłem zaskoczony jej zaskoczeniem.

I teraz już przechodzę do możliwości czytania książki Kominka od „drugiej strony”, czyli trochę o tym co Tomek pisze, a czego nie i po co w ogóle książkę napisał.

Autor sam stwierdza, że książkę napisał, aby nikt nie zrobił tego pierwszy, bo kto może to zrobic lepiej od niego i kto ma wiekszą wiedzę o blogowaniu i blogosferze niż on sam.

O komercjalizacji blogosfery mówi się już dość długo. Jednak wciąż niewiele osób (tak blogerów jak i agencji) wie, jak tak naprawdę komercjalizować ten obszar, jak zarabiać i jak współpracować z blogerami. Kominek napisał podręcznik nie tylko dla blogerów, ale przede wszystkim napisał instrukcję obsługi siebie i współpracy z sobą.

Nikt nie będzie czytał piątej i dziesiątej książki na ten temat, a zapewne niebawem czeka nas wysyp podobnych książek. Ba. Nawet moja o personel brandingu może być trochę podobna, choć traktuje wyłącznie o PERSONAL BRANDINGU, czyli budowania osobistej marki. Ta książka znajdzie się jednak na półkach większości agencji i potencjalnych reklamodawców, którzy do kampanii po pierwsze wybiorą właśnie Kominka, a po drugie stanie się on czymś w rodzaju wzorca, twórcy dekalogu.

Jest jeszcze coś. Zauważcie jak Tomek traktuje reklamodawców. Marki, z którymi dobrze mu się współpracowało wymienia przynajmniej kilka razy (czyli łechce je). Te zaś, z którymi nie podjął współpracy, lub nie jest z owej współpracy zadowolony, wspomina na zasadzie XXX, YYY. Nie rozjeżdża ich z imienia i nazwiska. Dzięki temu przyszli reklamodawcy wiedzą, że Kominek wcale nie „dowala” nawet tym, którzy składają mu słabe propozycje i zawsze warto usiąść z nim do negocjacji, a ci, którzy już próbowali z nim współpracy mają otwartą furtkę i zawsze mogą do rozmów wrócić.

Gdyby nie rodzice, Kominka by nie było

Pamiętajcie o tym.

Ilu z Was, blogerów, jest stać, na to, by przez kilka lat pisać bloga traktując to jako pracę, choć ona nie daje pieniędzy? Tomek nie ściemnia, nie udaje, że było inaczej. Powiedział rodzicom, że będzie mieszkał w Warszawie, że nie będzie pracował, że będzie blogował, że nie ma pojęcia, czy kiedykolwiek na tym będzie zarabiał – i jego rodzice powiedzieli – „OK synku chcesz to pisz, będziemy Cię utrzymywać”. Sytuacja komfortowa. Dzięki temu Tomek mógł pisać codziennie, prowadzić kilka blogów, a na początku zamieszczać po kilka notek dziennie. To naprawdę zajmuje bardzo dużo czasu. Większości na to po prostu nie stać. Z czasem większość odpuszcza, bo musi mieć co do garnka włożyć, czym zapłacić za czynsz. Kominek mógł się bawić w blogowanie. Łączenie pracy zawodowej i blogowania – wymaga dużo więcej samozaparcia, konsekwencji, determinacji, pomysłowości i czasu.

Mimo wszystko książkę warto przeczytać. Choć ja, niczego odkrywczego w niej nie znalazłem. Ale zawsze fajnie poczytać o kuchni, nawet jeśli ma się świadomość tego, że Kominek traktuje to co pisze jako kolejny element budowania swojej marki – legendy. To mu się chwali. Jest w tym po prostu dobry i bardzo konsekwentny. Z książki poznacie jednak tylko jego karierę, ja przedstawię także innych blogerów, którzy blogują z różnych powodów i chcą dzięki blogom realizować zupełnie inne cele.

Robert Stępowski

Ja i Kominek. Choć patrząc od lewej to „Bloger” i ja.

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.