Prev Next

„Gazeta Wyborcza” szuka kasy w regionach

Kiedy szukamy oszczędności to co robimy? Tniemy koszty! Zwalniamy ludzi, pozbywamy się kosztownych w przygotowaniu mutacji (teksty, skład, blachy, papier, dystrybucja). Kiedy okazuje się, że takie działania nie ratują biznesu to co robimy? Zaczynamy zastanawiać się, czy cięć dokonaliśmy we właściwych obszarach i czy w dłuższej perspektywie nie doprowadzą one nieodwracalnych skutków.

Zapewne doskonale pamiętasz jaką politykę jakiś czas temu miała Agora – likwidować nierentowne wydania lokalne „Gazety Wyborczej”.

Nie można się temu dziwić przynajmniej z kilku powodów:

1) Ogólna sytuacja prasy jest zła, sprzedaż spada, trzeba szukać oszczędności.

2) Łatwiej zwalniać i obarczyć winą „za całe zło” ludzi z regionów, bo oni są daleko, nie rozumieją zachodzących zmian, nie chcą się dostosować, nie pracują efektywnie, niż szukać oszczędności w centrali, bo tu są różne grupy interesów, układy, znajomości…

Ja nie twierdzę, że część argumentów przemawiających za koniecznością zwolnień w regionach jest jak najbardziej logiczna i uzasadniona. Wręcz przeciwnie, faktycznie zgadzam się z tym, że wielu lokalnych i regionalnych dziennikarzy ma się dużo lepiej finansowo i żyją spokojniej niż ci, którzy pracują w redakcjach warszawskich i na dodatek, nie chcą dopuścić do swojej świadomości, że rynek mediów i dziennikarski w ciągu ostatnich 5 lat zmienił się nie do poznania i niestety zmienił się na gorsze.

Faktem jest jednak, że wciąż lokalne treści sprzedają się najlepiej. Wciąż w regionach, lokalnych reklamodawców, dużo łatwiej namówić na reklamę w papierowej gazecie, niż w internecie. Oczywiście przychody są dużo mniejsze niż przed laty, ale to wciąż są pieniądze, o które warto w tej trudnej dla prasy sytuacji powalczyć.

Widocznie zauważyła to „Wyborcza” i po cichu zaczęła przywracać, wcześniej zlikwidowane, lokalne wydania „Gazety Wyborczej”.

Ciekaw jednak jestem, czy jest to trwały trend i rzeczywiście wynika on z dokładnej analizy, czy to tylko chwilowe działania wynikające z możliwości zarobienia na wyborach samorządowych?

Nawet w mojej Rawie Mazowieckiej tuż przed wyborami Polskapresse wydała dwa numery bezpłatnej gazety „NaszeMiasto.pl” i chyba bez planów na kolejne wydania. Wykorzystano nawet mój pomysł na doskonałe dotarcie bezpłatnej gazety do mieszkańców. Była ona, tak samo jak moja, dystrybuowana bezpośrednio do skrzynek pocztowych.

Myślę, że w wielu wypadkach także „Gazeta Wyborcza” wróciła do niektórych miast, ze swoimi lokalnymi wydaniami po cichu i bez większych kampanii promocyjnych, aby po wyborach móc w ten sam sposób z regionów zacząć się wycofywać, bo wiadomo, że nikt nie będzie utrzymywał nierentownego biznesu.

Pewne jest jednak, że Agora szuka pieniędzy. Dziś więcej zarabia na sprzedaży egzemplarzowej „Gazety Wyborczej” niż ze sprzedaży reklam. Dlatego regiony przestały być aż tak bardzo „beee”. O czym świadczyć może choćby wprowadzony na wrocławski rynek „Tygodnik Wrocław”. Już sam tytuł pokazuje, że jest to bardzo lokalna gazeta, a jak pisałem, lokalność wciąż bardzo dobrze (stosunkowo najlepiej) się sprzedaje.

Prasie regionalne, w szerszym kontekście niebawem poświęcę oddzielny wpis.

Oczywiście polecam moją najnowszą książkę „Promocja marki. Poradnik dobrych praktyk”, w której znajdziecie m.in. rozmowy z kilkoma bardzo znanymi, polskimi blogerami.

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.