Prev Next

„Dziennik Gazeta Prawna” bez redakcji. To nie jest zły pomysł

"Dziennik Gazeta Prawna"

„Dziennik Gazeta Prawna”

Wysłanie dziennikarzy jednej z największych, codziennych gazet w naszym kraju, do domu to totalna głupota? Dla części osób tak to może wyglądać, ale Ryszard Pieńkowski, nie jest szaleńcem, zna biznes prasowy i zna wartość SWOICH pieniędzy.

Dziennikarze „Dziennika Gazety Prawnej” mają pracować w domu. Nie będą więc mieli swoich biurek i komputerów w redakcji.

Sytuacja ta ma swoje plusy i minusy. Wydaje mi się jednak, że zarząd INFOR-u dokładnie przeanalizował sytuację, stąd taka decyzja.

Dlaczego wysłanie dziennikarzy do domu ma sens?

1) Pozwoli to zaoszczędzić na powierzchni biurowej, która zapewne nie była zbyt efektywnie wykorzystywana, a dziennikarze wcale nie spędzali przy swoich biurkach 8-10 godzin dziennie (m.in. spotkania „w terenie”).

2) W dłuższej perspektywie czasowej, łatwiej będzie pozbyć się kilku etatów, nawiązując współpracę z dziennikarzami w oparciu o umowę zlecenie lub umowę o dzieło (kolejne oszczędności). To daje redakcji dużo większe pole manewru tematami. W przypadku dziennikarzy zatrudnionych na umowę o pracę, często powstaje problem, kiedy brakuje ciekawych tematów, ale dziennikarz, któremu i tak płacimy coś robić musi, więc robi tematy, na których nie do końca się zna, albo puszczane są teksty z jego „działki”, choć rewelacyjne one nie są.

3) Bzdurą są stwierdzenia, że „dziennikarze muszą uczestniczyć w kolegiach redakcyjnych”. Czy w DGP szeregowi dziennikarze siadają codziennie z redaktor naczelną, lub redaktorem prowadzącym wydanie i omawiają każdy temat? Nie sądzę. Od tego są szefowie działów, którzy mają „dowieść” dobre tematy od swoich dziennikarzy.

4) Jak rozumiem, do pracy w domu zostali wysłani dziennikarze, zaś: kierownictwo redakcji, kierownicy działów, całe DTP zostaje na miejscu. Czy to znacznie utrudni pracę redaktorom? Nie. Dziennikarz ma przysłać dobry tekst. Minęły czasy, gdy dziennikarze przysyłali zlepek zdań, strzępki myśli, a redaktor musiał zbudować z tego tekst i co chwilę dopytywać „co autor miał na myśli”. Albo dobrze piszesz, a w tekście znajduje się to, czego oczekuje redakcja, albo wypadasz z gry. Nikt nie ma czasu godzinami poprawiać każdego tekstu.

5) To zwiększy efektywność pracy. W wielu redakcjach, etatowi dziennikarze używają argumentu „nie zdążyłem tego zrobić, a przecież całe 8 godzin pracowałem” – czyli byłem w redakcji. Jeśli ktoś ma normalną umowę o pracę, trudno, go nawet w mediach, zmusić, by pracował więcej niż ustawowe 8 godzin. Sam wiem doskonale, ile czasu dziennikarze potrafią spędzić na papierosie, śniadaniu i obiedzie, czy zwykłych pogaduchach przy kawie. Teraz, myślę, że dziennikarze będą rozliczani za efekt, bo pracodawca nie będzie wstanie sprawdzić, czy dziennikarz pracował 8 godzin, czy na przykład połowę z tego czasu przespał, albo grał na konsoli.

Dlaczego decyzja kierownictwa DGP nie napawa optymizmem?

1) Stażysta w banku, kasjerka w markecie itp… mają stanowisko pracy i etat – my, dziennikarze nie mamy etatów, wynagrodzenie często niższe niż w markecie, teraz jedna z największych redakcji udowodni, że można też nie mieć redakcji i robić dziennik. Za chwilę tym samym śladem pójdzie zapewne „Rz”, która cały czas szuka oszczędności. Smutne jest to o tyle, że w innych branżach to pracownicy ewentualnie proszą pracodawcę o możliwość pracy z domu, aby np. opiekować się dzieckiem. W mediach nikt nie pyta. To wydawca podejmuje decyzję, od której nie ma odwołania.

2) Praca w domu, wymaga ogromnej mobilizacji i motywacji od dziennikarza. Tu zapewne wiele do powiedzenia mieliby psychologowie. Samo wyjście do pracy, choćby się nie wiadomo jak przeklinało tę konieczność, jest już mobilizujące i nadaje pewien rytm całemu dniu. Wiele osób pracujących w domu i czekających na zlecenia z redakcji, może odczuwać również ogromny spadek własnej wartości – zwłaszcza jak tych obiecanych zleceń nie będzie, albo będą pojawiać się sporadycznie – o aspekcie finansowym nie wspominam nawet.

Sam pracuję od kilku lat w większości w domu, współpracuję z różnymi osobami i firmami zewnętrznymi i wiem, ze to wszystko jest możliwe i oszczędne, ale nie jest to rozwiązanie idealne.

Robert Stępowski

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.