Prev Next

Analiza kryzysu: blogerzy (i ja), Jakóbiak i Livebrand

Przedstawiciele agencji Livebrand, podczas Kongresu Profesjonalistów PR, omawiają case study Łukasza Jakóbiaka i jego internetowego show.

Dlaczego branża, która po części odpowiada za budowanie wizerunku, a także komunikację, nie potrafi zadbać o swój wizerunek? Przecież, gdyby większość ludzi w Polsce nie bało się PR-u, to Łukasz nie postraszyłby mnie prawnikiem, mojego wpisu na blogu nikt by nie przeczytał i sprawy by nie było.

„PR = kłamstwo oraz manipulacja” – tak najczęściej postrzegane są działania z zakresu public relations w naszym kraju. Zresztą pokazują to choćby tytuły w niektórych serwisach odnoszące się do mojego ostatniego wpisu na blogu:

„Jest wytworem agencji PR”

„Show Jakóbiaka to ściema?”

„Łukasz Jakóbiak nie doszedł do wszystkiego sam, współpracował z agencją PR”.

I co w tym złego, że współpracował/uje? Świadczy to tylko o jego bardzo profesjonalnym podejściu do sprawy. Chciał zbudować silną osobistą markę, a aby takową zbudować, trzeba korzystać z tych samych narzędzi co marki komercyjne. Przecież m.in. o tym jest ten blog.

Człowiek jest marką

O budowaniu marki osobistej przez blogerów i za pomocą bloga przeczytasz w książce „Promocja marki. Poradnik dobrych praktyk”. W niej również rozmowy blogerami m.in: Tomkiem Tomczykiem, Maćkiem Budzichem i Andrzejem Tucholskim>>>

To, co mnie faktycznie trochę denerwuje, to próba przekonywania całego świata, że się wszystko robi samemu. To zniechęca wielu młodych ludzi do działania. Ludzi, którzy są naiwni, ale za tę naiwność nie można ich winić. Patrzą na Łukasza i myślą, „to ja też się zatyram na śmierć, ale sam za kilka miesięcy osiągnę sukces”. I później są wielkie rozczarowania. Bo dziś już nie da się odnosić sukcesów na zasadzie „ja nie mam nic, ty nie masz nic, razem zbudujemy fabrykę”.

Aby rozczarowań nie było, trzeba powtarzać cały czas, że człowiek jest marką jak każda inna komercyjna marka. Jeśli firma chce na rynek wprowadzić nową markę samochodu, który będzie pożądany przez klientów, to musi uruchomić całą maszynkę PR-ową i marketingową, aby tak się stało. Jeśli chce się zaistnieć samemu w jakiejś branży – trzeba zrobić dokładnie to samo.

Barbara Sołtysińska w wywiadzie dla mnie mówi, że „w historii Łukasza nie ma nawet odrobiny fałszu”. Myślę, że jest to dość niefortunne wyrażenie, zwłaszcza, że wypowiedziane przez osobę pracującą wiele lat w PR. Dlaczego? Bo daje do myślenia przeciętnemu odbiorcy, iż w tej historii fałszu nie ma, ale generalnie, agencje PR-owe są właśnie od budowania fałszywych obrazów.

Myślę, że w każdym, cywilizowanym kraju „PR” w tytule prasowym nie przykuwałby takiej uwagi jak w Polsce. Zresztą, dlatego też nikt, nie używałby go w celu wywołania sensacji i zachęcenia do „klikania”.

Sam napisałem w tytule mojego postu „z agencją PR w tle”, ale to dlatego, że agencja PR-owa jest od tego, aby pracować za kulisami, aby doradzać i być przy tym niezauważalna dla odbiorców przekazu.

„Jak osiągnąć sukces” książka o personal brandingu>>>

Zainwestujmy w edukację

Może branża powinna zawalczyć o wprowadzenie przynajmniej kilku godzin dotyczących PR-u do zagadnień poruszanych na godzinach wychowawczych w szkołach ponadgimnazjalnych, albo w ramach Wiedzy o Społeczeństwie? Być może, tak jak język obcy, albo informatyka, powinien to być przedmiot obowiązkowy, na wszystkich kierunkach studiów? 

Dziś, umiejętność budowania swojej osobistej marki i korzystanie z podstawowych narzędzi PR jest niezbędne do funkcjonowania. I nie ma znaczenia, czy jest się celebrytą, architektem, czy wykładowcą akademickim. Każdy musi budować i wzmacniać swoją markę, a także dbać o wizerunek, zwłaszcza w sieci.

Przyczyny kryzysu

I teraz, jeśli pozwolicie, zatrzymam się chwilę przy „wizerunku w sieci” i wczorajszym kryzysie, który trochę niechcący wywołałem, a tak naprawdę wywołał go sam Łukasz i przedstawiciele agencji.

Postaram się swoja tezę uzasadnić w kilku punktach:

1) Mój pierwotny, poniedziałkowy wpis nie powstałby, gdyby młodziutka agencja Livebrand Communications, nie mająca jeszcze wielu klientów i własnych case study, nie chciała się pochwalić swoją pracą dla Łukasza Jakóbiaka, podczas Kongresu Profesjonalistów PR w Rzeszowie, w którym uczestniczyłem. Przecież z racji tego, że PR jest postrzegany w naszym kraju tak, a nie inaczej, i że taka informacja mogłaby być zinterpretowana opacznie przez opinię publiczna (że to agencja stworzyła Jakóbiaka – tak jakby to agencje PR-owe były od tworzenia produktu), można się było wstrzymać z tym przykładem, aby nie wywoływać niepotrzebnej sytuacji kryzysowej.

2) Łukasz zareagował zbyt emocjonalnie dzwoniąc oraz pisząc do mnie z groźbami, że jeśli materiału nie zdejmę, to przekaże sprawę prawnikowi i wkroczymy na drogę prawną. A przecież wystarczyło spokojnie ze mną porozmawiać, ewentualnie wybrać się na kawę i wytłumaczyć mi jak sytuacja wygląda, a nie z jednej strony powtarzać, że nie ma podpisanej umowy na obsługę public relations, z agencją PR, a z drugiej twierdzić, że nie przygotowałem się do pisania i nie sprawdziłem, bo już wcześniej w jednym z wywiadów przyznawał się do współpracy z agencją PR.

3) Niefrasobliwość agencji, która uznała, że skoro na noc z poniedziałku na wtorek z bloga tekst zdjąłem, to ustalona godzina kontaktu nie obowiązuje, bo tekstu nie ma, ja pewnie jestem przerażony całą sytuacją i sprawa rozejdzie się po kościach. I rozeszła się, a nawet rozlała po sieci i rozgrzała internet do czerwoności.

Cała ta sytuacja pokazuje siłę mediów społecznościowych i solidarność blogerów. Dziękuję wszystkim za wsparcie. Dziękuję za to, że powiedzieliście „NIE CENZURZE” i „NIE STRASZENIU SĄDAMI ZA WYRAŻANIE OPINII NA BLOGACH”.

Łukasz Jakóbiak, dzięki Wam, zrezygnował z wytaczania mi procesu. Mam nadzieję, że słowa dotrzyma.

Warto rozmawiać ;)

Ja natomiast, po konsultacjach z samym Łukaszem i Livebrand, zgodziłem się dokonać drobnych modyfikacji w moim tekście, tak aby jego odbiór był dość jednoznaczny. Bo tak naprawdę, zainteresowani bali się, iż powstanie obraz „wykreowanego Łukasza”. A przecież nikt, ani Jakóbiaka, ani jego programu, nie stworzył (przynajmniej nie mam podstaw, aby w to nie wierzyć). Chodzi przede wszystkim tu o pomoc w komunikowaniu jego działać, poprzez co, zostaje wzmocniony jego wizerunek – taki jaki sobie na początku swej medialnej drogi wymyślił.

Każdy z nas jest pewną kreacją, zwłaszcza jeśli chce istnieć na tzw. „świeczniku”. Niektórzy sami dbają o swój wizerunek, a Łukasz ma do tego specjalistów, którzy pewnie poza standardową obsługą radzą mu „tu idź – to wzmocni Twój wizerunek”, „z tą osoba się sfotografuj, bo zdjęcia z nią mogą trafić tu i tu”, „w tą akcję nie wchodź, bo to Ci może zaszkodzić, a na pewno Ci nie pomoże” etc… etc…

Tak jak garnitury Łukasza są idealnie skrojone, tak samo idealnie, skrojona jest jego strategia komunikacyjna, z wyjątkiem tego małego kryzysu, który i Łukasz i agencja zaliczyli wczoraj.

Warto, aby była to przestroga dla wszystkich, którzy budują świadomie swoje osobiste marki, że jednym nieprzemyślanym działaniem, można bardzo sobie zaszkodzić, jak widać, zwłaszcza wtedy, gdy próbuje się walczyć z blogosferą. Dlatego warto najpierw porozmawiać i zupełnie szczerze wyjaśnić co jest grane. Bo przecież i w tej sprawie cały czas nie mamy jasnej sytuacji od kiedy i dokładnie w jakich obszarach agencja wspiera Łukasza i jego program… stanęło tylko na tym, że wspiera.

Robert Stępowski

www.TrescJestNajwazniejsza.pl

R. Stępowski "Komunikacja marketingowa 2030"

R. Stępowski „Komunikacja marketingowa 2030″

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.