Prev Next

Skworz: Końca dziennikarstwa nie będzie. Ja mam inne zdanie

Andrzej Skworz, redaktor naczelny „Press”.

Świat się zmienia, media się zmieniają, dziennikarstwo się zmienia. Przedstawiciele innych branż nie tylko się nie krytykują, ale też nie ulegają tak drastycznemu upadkowi.

Nie lubię – pozostając w konwencji tekstu Andrzeja Skworza zamieszczonego na portalu Tokfm.pl – sytuacji, w której mój zawód praktycznie nie istnieje.

Nie lubię – panie redaktorze – gdy jedna z ważniejszych osób w branży pisze, że właściwie nic się nie dzieje, że obecne przeobrażenia to tylko kwestia zmiany nośników treści. Gdyby tak było, już nie wydawałby pan drogiego w produkcji i dystrybucji papierowego miesięcznika „Press”. Już byłby pan tylko na tablecie. Ale jak sam pan doskonale wie i nawet pan tego nie ukrywa, poważne pieniądze z reklam na tablecie to pieśń przyszłości. Zarabia się wciąż na papierze.

Dziennikarstwa nie wykańczają wzajemne spory, choć jak już kiedyś pisałem, nie lubię podziału na dziennikarzy prawicowych i liberalny, czy wręcz lewicowych. Na tych, którzy bardziej kochają nasz kraj i na tych, którzy chcą go sprzedać za garść srebrników. Tak. Tego nie lubię.

Jednak nie to jest powodem upadku dziennikarstwa, a KASA! A raczej jej brak.

50 zł miesięcznie na telefon służbowy i najlepiej kilka materiałów dziennie. Nie liczy się jakość, ale ilość. Jak opowiadają moi starsi koledzy dziennikarze, jeszcze nie tak dawno, można było dostać zaliczkę i na kilka dni, a czasami i więcej, pojechać „w Polskę” przygotowywać materiał.

Ja nie pamiętam takich czasów. Jestem zbyt młody i być może zbyt długo pracowałem w lokalnych mediach. Kiedy dwa lata temu jeden z portali wysyłał mnie (tzn. sugerował, abym pojechał) do miasta oddalonego ok. 400 km od Warszawy, zapytałem czy przynajmniej dostanę zwrot kosztów przejazdu, lub wyższą wierszówkę. Odpowiedź brzmiała następująco: „pojedziesz, zrobisz kilka materiałów to coś ci zostanie z tego wyjazdu”. Czy pojechałem? Nie. Zrobiłem „coś” przez maila i na telefon. Po co się miałem męczyć, aby w ostatecznym rozrachunku zostało mi 50 lub 100 zł?

PRZECZYTAJ: Etyka dziennikarzy a mediami i tak rządzą mediaplanerzy>>>

Kiedyś, mój pracujący w banku znajomy powiedział:

- Ja to mógłbym być dziennikarzem.

- Dlaczego tak sądzisz? – zapytałem zdziwiony.

- Lubię jeździć, rozmawiać z ludźmi – odpowiedział.

- Wiesz, że za to jeżdżenie płaci się samemu i za hotele też już nikt nie zwraca… wszystko robisz na swój koszt, a wynagrodzenie dziennikarza to około połowy tego co Ty zarabiasz.

Poważnie? To ja jednak wolę pracę w banku. Tu wszystkie delegacje mam płacone i nawet bilety na samolot po kraju mi bank kupuje.

Ja wciąż tkwię w tym dziennikarstwie, może już bardziej jako wydawca niż typowy dziennikarz, ale jestem, bo to kocham, bo uwielbiam media, ale rozumiem wszystkich, którzy mówią DOŚĆ bylejakości, pracy na akord za śmieszne pieniądze. Ja zostaję, ale szczerze życzę szczęścia, każdemu kto potrafi i ma gdzie uciec z tego zawodu niszczonego przez finanse. Tylko od człowieka dobrze opłacanego można wymagać rzetelnej pracy.

Zgadzam się z panem redaktorze Skworz, że to czytelnik, widz, słuchacz wybiera plotkarskie nic, lub dobrze zrobiony materiał dziennikarski, ale musi mieć ten wybór, a jest on coraz mniejszy. Choć jak głosi nazwa tego bloga Treść Jest Najważniejsza to niestety ta treść dobrze udokumentowana, przyzwoicie napisana kosztuje. Prestiżem jeszcze nikt się nie najadł, ani nie zapłacił czynszu.

Wojciech Maziarski powiedział niedawno, że tak jak wymarło wiele zawodów, w tym zawód „maziarza”, tak umiera dziennikarstwo.

Moim zdaniem pozostaną publicyści i producenci contentu, którzy będą go przerabiać, obrabiać, skracać i przygotowywać na różne platformy, ale z klasycznym dziennikarstwem nie będzie miało to nic wspólnego.

Zapewne się powtarzam. Przepraszam, ale nie potrafiłem przejść obojętnie obok tekstu redaktora naczelnego miesięcznika „Press” Andrzeja Skworza, który możecie przeczytać TUTAJ>>>

Robert Stępowski

Robert Stępowski

Z pochodzenia rawiak z zamieszkania warszawiak. Serce, duszę i cały wolny czas oddałem pisaniu w październiku 2000 roku i tak jest do dziś. Pierwszym moim opublikowanym tekstem był wywiad z Ryszardem Rynkowskim. Później zakochałem się także w marketingu miejsc. Żyję tym co robię. Robię to czym żyję.

Lubię pisać o tym, na czym się znam. Dlatego ten blog poświęcony jest mediom, tym tradycyjnym i społecznościowym, content marketingowi i brandingowi personalnemu. Często pojawiać się tu będą także tematy z szeroko rozumianego obszaru lifestyle.

czytaj więcej...

Najpopularniejsze tematy

  • Zamów książkę

    Wszystkie opublikowane na blogu TrescJestNajwazniejsza.pl materiały są własnością Roberta Stępowskiego. Jeśli chcesz je wykorzystać skontaktuj się z autorem.